Tajlandia może nie wygląda na największą gospodarkę regionu, ale to właśnie w niej tkwi jej siła: połączenie turystyki, przemysłu i nowego cyklu inwestycyjnego.
Jeśli spojrzeć tylko na nagłówek mówiący o wzroście PKB Tajlandii w 2026 roku, można sceptycznie wzruszyć ramionami. Bank Światowy spodziewa się wzrostu na poziomie około 1,6%, Bank Tajlandii prognozuje 1,5%. Nie brzmi jak gwiazda rocka światowej ekonomii. Jednak w inwestowaniu problem często nie polega na tym, że ludzie nie czytają liczb. Problem w tym, że czytają tylko pierwsze dwa.
Tak, wzrost jest obecnie ograniczony. Znajduje się pod presją słabego handlu zagranicznego, wysokiego poziomu zadłużenia gospodarstw domowych i turystyki, która nie powróciła w pełni do normy. Ale prawdą jest również, że Tajlandia przechodzi jednocześnie ważne zmiany strukturalne. A dla inwestora jest to często ważniejsze niż sam procent PKB w danym roku.
W pierwszej połowie 2025 r. liczba wniosków o promocję inwestycji za pośrednictwem BOI osiągnęła 1,06 biliona bahtów, co oznacza wzrost o 139% rok do roku. Spośród nich około 70% pochodziło z bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Szczególnie mocno rozwinął się sektor cyfrowy: centra danych, usługi w chmurze, infrastruktura dla dużych graczy technologicznych. To już nie jest opowieść o „taniej sile roboczej w Azji”. To opowieść o kraju, który stara się zająć miejsce w nowych łańcuchach wartości.
Bank Światowy mówi bezpośrednio o kolejnej fazie wzrostu Tajlandii: zielonej produkcji, elektronice, komponentach pojazdów elektrycznych, urządzeniach fotowoltaicznych, urządzeniach energooszczędnych. Produkcja nadal stanowi około jednej czwartej PKB, co oznacza, że podstawy przemysłowe kraju nie zanikły. Tajlandia nie przekształca się w gospodarkę jednej usługi i jest to bardzo ważny niuans dla rynku nieruchomości.
Według prognoz Banku Tajlandii w 2026 roku kraj może przyjąć około 35 milionów zagranicznych turystów i wygenerować około 1,5 biliona bahtów dochodu z turystyki. Oznacza to, że turystyka pozostaje głównym czynnikiem napędzającym rozwój, ale już nie jedynym. To właśnie czyni obecną chwilę interesującą: kraj jedną nogą stoi w gospodarce usługowej, a drugą w modernizacji przemysłowej i technologicznej.
To nie jest abstrakcja dla rynku nieruchomości. Nieruchomości nie rosną same z inspiracji. Potrzebuje miejsc pracy, migracji, nowych klastrów konsumpcyjnych, międzynarodowych firm, transportu, szkół, klinik i długoterminowych pieniędzy. Kiedy w danym kraju umacniają się centra danych, elektronika, logistyka i usługi wysokomarżowe, to najpierw zmienia się mapa działalności biznesowej, a potem dogania się cenę za metr kwadratowy.
Tajlandia nie jest dziś najgłośniejszym rynkiem na świecie, ale należy do tych, gdzie fundament jest ważniejszy niż hałas. I to właśnie na tym fundamencie zwykle wyrastają najbardziej zrównoważone historie w nieruchomościach.


